Jeździmy dosyć często
na kiermasze i zamarzyły nam się fartuchy firmowe, które w dodatku
zmieniałyby się z kiermaszu na kiermasz. Fartuchy z założenia
miały być proste, z jasnego lnu i oczywiście haftowane. Na
przodzie fartucha córka wyhaftowała krzyżykami logo firmy:
ozostałą część każda
ma sobie zupełnie niezależnie ozdobić haftem, w którym
poszczególne elementy dodawane byłyby stopniowo do wzoru.
Dosyć długo nic się
nie działo, ale pewnego dnia wpadłam na pomysł, który mi się
dosyć spodobał.
Tytuł tego pomysłu
brzmi OSTOJA
Projekt powstał już
dosyć szybko i pierwsze ściegi pojawiły się pod koniec sierpnia:
Jak widać będzie to
cały krajobraz, z grubsza okonturowany, a wypełnienie będzie się
stopniowo pojawiać.
Za jeżykiem pojawił się
dzik trochę ukryty za złamanym pniem drzewa (to te wiatrołomy) a
jeszcze dalej zaczątki strumyczka wśród głazów:
tu już mniej więcej
widać całość, jest trochę zwierzątek, mają oczy i nosy drzewo
oczywiście będzie (również stopniowo) ulistnione. W zamyśle porą
ma być późna wiosna/lato.
Przez kamienie ciurka
sobie strumyk, lub raczej wątła strużka wody, kończąc się w
niewielkiej kałuży, a gdzieś tam pomiędzy głazami powinna
pojawić się nora;
Na drugim drzewie
wszystko obserwuje popielica
A z boczku kwitną sobie
kwiatki (powiedzmy że starzec leśny) i rosną poziomki:
Całkiem z brzegu
wcisnęłam jeszcze parzydło leśne:
tutaj pojedyncze kwiaty
są zrobione francuskimi supełkami, ale z „nóżką”, która
zastępuje słupki.
I gotowe parzydło:
Cały dół jest więc
wstępnie przygotowany. Naprawdę cały? A co z tą dziurą na samym
środku?
Aaaa… byłabym
zapomniała…
Tam będzie kieszonka,
którą najpierw trzeba wyhaftować już całkiem, bo po przyszyciu
byłoby to trochę niewygodne.
Tymczasem zajęłam się
górną częścią przodu (tą z logo firmy).
I wygląda to tak:
Rośnie tu kokoryczka i
konwalia, a po podłożu łażą sobie biegacz i (w przybliżeniu)
jelonek (a co będę sobie żałować!).
Dopiero teraz przyszedł
czas na kieszonkę. Po ściętym pniu sosny łazi sobie biedronka, a
do pnia przytuliła się kusząca malinka. Lisek nieufnie obwąchuje
grzybka, a inne grzybki rosną sobie na pieńku.
Po wypełnieniu
(częściowym, ale tak to już zostanie) pieniek wygląda tak:
I lisek w całej
okazałości…
sądzę, że na kiermasze
świąteczne to wystarczy. A po Świętach przyjdzie pora na
uzupełnianie reszty i może jeszcze jakieś dodatki…
Wesołych Świąt!
J.
PS. Tak mi się to wydało
niedokończone, więc trochę poprawiłam wypełnienie pieńka i
dorobiłam odrobinę zielonego (mech przy pniu oczywiście z
francuskich supełków). Teraz cała kieszonka wygląda tak:
A fartuch po doszyciu
kieszonki tak:
I w całej okazałości
na mnie. Tu podziwia mnie Kleryk, jeden z naszych kotków:
Do zobaczenia po
kiermaszu!
J.
















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz