wtorek, 15 grudnia 2015

fartuch firmowy cz 1

Jeździmy dosyć często na kiermasze i zamarzyły nam się fartuchy firmowe, które w dodatku zmieniałyby się z kiermaszu na kiermasz. Fartuchy z założenia miały być proste, z jasnego lnu i oczywiście haftowane. Na przodzie fartucha córka wyhaftowała krzyżykami logo firmy:
ozostałą część każda ma sobie zupełnie niezależnie ozdobić haftem, w którym poszczególne elementy dodawane byłyby stopniowo do wzoru.
Dosyć długo nic się nie działo, ale pewnego dnia wpadłam na pomysł, który mi się dosyć spodobał.
Tytuł tego pomysłu brzmi OSTOJA
Projekt powstał już dosyć szybko i pierwsze ściegi pojawiły się pod koniec sierpnia:
Jak widać będzie to cały krajobraz, z grubsza okonturowany, a wypełnienie będzie się stopniowo pojawiać.
Za jeżykiem pojawił się dzik trochę ukryty za złamanym pniem drzewa (to te wiatrołomy) a jeszcze dalej zaczątki strumyczka wśród głazów:
tu już mniej więcej widać całość, jest trochę zwierzątek, mają oczy i nosy drzewo oczywiście będzie (również stopniowo) ulistnione. W zamyśle porą ma być późna wiosna/lato.
Przez kamienie ciurka sobie strumyk, lub raczej wątła strużka wody, kończąc się w niewielkiej kałuży, a gdzieś tam pomiędzy głazami powinna pojawić się nora;
Na drugim drzewie wszystko obserwuje popielica
A z boczku kwitną sobie kwiatki (powiedzmy że starzec leśny) i rosną poziomki:
Całkiem z brzegu wcisnęłam jeszcze parzydło leśne:
tutaj pojedyncze kwiaty są zrobione francuskimi supełkami, ale z „nóżką”, która zastępuje słupki.
I gotowe parzydło:
Cały dół jest więc wstępnie przygotowany. Naprawdę cały? A co z tą dziurą na samym środku?
Aaaa… byłabym zapomniała…
Tam będzie kieszonka, którą najpierw trzeba wyhaftować już całkiem, bo po przyszyciu byłoby to trochę niewygodne.
Tymczasem zajęłam się górną częścią przodu (tą z logo firmy).
I wygląda to tak:
Rośnie tu kokoryczka i konwalia, a po podłożu łażą sobie biegacz i (w przybliżeniu) jelonek (a co będę sobie żałować!).
Dopiero teraz przyszedł czas na kieszonkę. Po ściętym pniu sosny łazi sobie biedronka, a do pnia przytuliła się kusząca malinka. Lisek nieufnie obwąchuje grzybka, a inne grzybki rosną sobie na pieńku.
Po wypełnieniu (częściowym, ale tak to już zostanie) pieniek wygląda tak:
I lisek w całej okazałości…
sądzę, że na kiermasze świąteczne to wystarczy. A po Świętach przyjdzie pora na uzupełnianie reszty i może jeszcze jakieś dodatki…

Wesołych Świąt!
J.

PS. Tak mi się to wydało niedokończone, więc trochę poprawiłam wypełnienie pieńka i dorobiłam odrobinę zielonego (mech przy pniu oczywiście z francuskich supełków). Teraz cała kieszonka wygląda tak:
A fartuch po doszyciu kieszonki tak:
I w całej okazałości na mnie. Tu podziwia mnie Kleryk, jeden z naszych kotków:
Do zobaczenia po kiermaszu!
J.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz