niedziela, 23 listopada 2014

Nareszcie!

Latem 2012 roku zauważyłam na stronie Deviantart akwarelę, która bardzo spodobała mi się kolorystycznie: zatytułowana „Beskidy” przedstawia pasma górskie w tonacji zielono-żółtej (głównie) i zachmurzone, miejscami silnie granatowe niebo:
 (akwarelę można zobaczyć tutaj: http://magianna.deviantart.com/art/Beskidy-315497070). Uzyskałam zgodę na wykorzystanie obrazka jako wzoru do haftu i tu się zaczęło:
Przygotowanie powiększenia (orientacyjnie format A3), przerysowanie wzoru na wybrane kolory, sam dobór kolorów i ściegów, których miałam zamiar użyć – wszystko to było dla mnie nie lada wyzwaniem. Akwarela jako technika trudno się przekłada na haft płaszczyznowy ze względu na przechodzenie kolorów.
Zdecydowałam się na wykorzystanie ściegu gałązkowego i innych ściegów dzierganych do pokrycia fragmentów gór, przy czym do samych grzbietów górskich wykorzystałam trzy warstwy ściegu gałązkowego w trzech różnych kolorach.
Część planu pierwszego również została zahaftowana w ten sam sposób, ale w kierunku prostopadłym do ściegów powyżej.
W ostatnich, a raczej pierwszych fragmentach polany zostały wykorzystane różne ściegi dziergane, a całość potraktowałam bardziej dynamicznie w stosunku do oryginału. 

Niebo zostało pokryte pojedynczą płaszczyzną ściegu łańcuszkowego jako wypełnienia, przy czym kierunek ściegu został celowo zróżnicowany, aby ponownie zwiększyć dynamikę dużych, prawie jednobarwnych płaszczyzn.

Nie wszystkie wybory kolorystyczne w pełni mnie zadowoliły, również bezpośrednie przenoszenie wzoru na materiał (użyłam tkaniny lniano-bawełnianej o gęstym splocie) nie udało się w pełni, dlatego też mój haft nie jest ścisłym odwzorowaniem obrazu, ale raczej swobodną transpozycją tegoż. Wiele różnic zostało wprowadzone celowo, częściowo z uwagi na różnicę w technice, ale sporo z nich spowodowane zostało zwykłymi błędami i brakiem umiejętności (rysowania między innymi). Mam nadzieję, że te błędy nie zniszczyły tego , co w tym obrazie mnie zauroczyło.
Na pewno nauczyłam się wiele w czasie „dłubania” obrazka; wielokrotnie wpychałam go na dno szuflady, nie mogąc już patrzyć się na własne fuszerki, a potem znowu, kiedy wpadł mi do głowy pomysł, jak to poprawić, wyciągałam i walczyłam dalej. I  oto nareszcie!!!
TA-DAAAM!
Oto gotowa całość!
Mam nadzieję, że wyprany i wyprasowany haft przedstawia się nienajgorzej, a jeszcze lepiej powinien przedstawiać się po napięciu (jak to ze mną bywa, ograniczyłam wykorzystywanie tamborka do minimum i jednak tkanina ściągnęła mi się trochę za bardzo) i oprawieniu – zaraz po wypłacie galopuję do ramiarza, żeby mi go ładnie oprawił. Nie zdecydowałam się jeszcze na kolor passe-partout – może ktoś mi coś doradzi?
Do zobaczenia!
J



niedziela, 16 listopada 2014

Czarno to widzę

Czyli pierwsze podejścia do tkaniny kupionej już dość dawno - czarnej Lugany 25 ct. Muszę przyznać, że podchodziłam do niej trochę jak do jeża. W dotyku jest zupełnie inna niż tkaniny lniane (jest tkaniną bawełniano-wiskozową) i jest grubsza niż moj ulubiony len 32 ct. Do tego jest gęściej "upakowana" i bardziej wiotka. Ale w końcu się przełamałam. Najpierw powstały koty w ciemnościach:
Koty haftowane, jak zwykle na płótnach - traktując kwadrat "dwie na dwie nitki" jako jeden krzyżyk. Użyłam nici zwykłych, fluorescencyjnych i świecącej w ciemnościach bieli.
Krzyżyki wyszły tu bardzo duże - o wiele większe niż zazwyczaj. Więc dla odmiany, drugie podejście do Lugany jak do jeża odbyło się przy użyciu metody haftu "jedna na jedną nitkę". Tak powstały zakładki z pączkami róż:
Tutaj krzyżyki wyszły malutkie. I właściwie dopiero dzięki różom trochę oswoiłam się z tą tkaniną. Chociaż następnym razem - na pewno zrobię je na czerwono zamiast na różowo.
A

poniedziałek, 10 listopada 2014

Dzień Jeża

Nie wiem, czy wiecie, ale dzisiaj mamy Dzień Jeża. Jeż jaki jest, każdy widzi. Więc dzisiaj na blogu również jeżowy dzień.
Lodowisko otwarte, to można się wybrać na łyżwy...
...albo iść do fryzjera się ostrzyc (oczywiście na jeża)...
...chociaż przy coraz wcześniej zapadających ciemnościach najlepiej chyba się zwinąć w kulkę i spać.


Tak czy inaczej - warto docenić jeże. Nie tylko dzisiaj. A kto się już na tych kolczastych zwierzętach trochę poznał - tego zapraszam na konkurs na fanpage'u: link do konkursu
A

niedziela, 2 listopada 2014

Obrus łąkowy, część 1

W czasie wakacji zabrałam się wreszcie do obrusa, który już jakiś czas temu obiecałam kuzynce. Początki były trudne: pierwszy projekt (pasy drzew wzdłuż brzegu) nie zyskał aprobaty, dostałam bardziej szczegółowe wytyczne – mają być rośliny dziko rosnące (dostałam załączoną listę kilkudziesięciu najbardziej pożądanych gatunków) tworzące szeroki pas przez środek obrusa. Po wielu męczarniach (nie umiem rysować!) udało mi się wyprodukować projekt.

Praca idzie wolno, bo nie mogę poświęcać na nią więcej niż jeden wieczór w tygodniu (pozostałe dni zajmują mi inne projekty…), ale pierwsze efekty już są:
Tak wygląda to, co do tej pory zrobiłam: cały, już skończony chaber i prawie cała (brakuje jeszcze liści) – rezeda. Powyżej niej można zobaczyć naszkicowaną firletkę – ale tu „pojechałam artystycznie” i nadmiernie powiększyłam kwiaty – chyba to zmienię!
Na razie zajmijmy się tym, co jest:
Oto chaber w zbliżeniu z ledwo rozwijającym się pączkiem:
A tu już się wywija:
Tutaj taki szary pączek:
Haft sznureczek, łańcuszek, gałązkowy i krateczka, uzupełniony francuskimi supełkami (w środku kwiatów). Wszystko podwójną nitką muliny.

Rezeda jest trochę swobodniejsza: kwiatki wyhaftowane ściegiem margerytkowym (o symetrii osiowej) w trzech odcieniach żółtego, środki w tych samych odcieniach zrobione francuskimi supełkami.
Owoce zrobiłam ściegiem dzierganym w dwóch odcieniach zieleni i w dwóch kierunkach, tak, że po obu stronach widać brzeg:
Największym wyzwaniem na razie są liście, postanowiłam się szarpnąć i zrobić cieniowane z trzech odcieni zielonego, ściegiem satynowym (jeśli to się tak nazywa… J). Pierwszy już jest gotowy:
Następne już czekają:
Kolejna odsłona – po skończeniu rezedy!
Do zobaczenia
J