Latem 2012 roku zauważyłam na stronie
Deviantart akwarelę, która bardzo spodobała mi się kolorystycznie: zatytułowana
„Beskidy” przedstawia pasma górskie w tonacji zielono-żółtej (głównie) i
zachmurzone, miejscami silnie granatowe niebo:
(akwarelę można zobaczyć tutaj: http://magianna.deviantart.com/art/Beskidy-315497070).
Uzyskałam zgodę na wykorzystanie obrazka jako wzoru do haftu i tu się zaczęło:
Przygotowanie powiększenia (orientacyjnie
format A3), przerysowanie wzoru na wybrane kolory, sam dobór kolorów i ściegów,
których miałam zamiar użyć – wszystko to było dla mnie nie lada wyzwaniem.
Akwarela jako technika trudno się przekłada na haft płaszczyznowy ze względu na
przechodzenie kolorów.
Zdecydowałam się na wykorzystanie ściegu
gałązkowego i innych ściegów dzierganych do pokrycia fragmentów gór, przy czym
do samych grzbietów górskich wykorzystałam trzy warstwy ściegu gałązkowego w
trzech różnych kolorach.
Część planu pierwszego również została
zahaftowana w ten sam sposób, ale w kierunku prostopadłym do ściegów powyżej.
W ostatnich, a raczej pierwszych fragmentach
polany zostały wykorzystane różne ściegi dziergane, a całość potraktowałam
bardziej dynamicznie w stosunku do oryginału.
Niebo zostało pokryte pojedynczą płaszczyzną
ściegu łańcuszkowego jako wypełnienia, przy czym kierunek ściegu został celowo
zróżnicowany, aby ponownie zwiększyć dynamikę dużych, prawie jednobarwnych
płaszczyzn.
Nie wszystkie wybory kolorystyczne w pełni
mnie zadowoliły, również bezpośrednie przenoszenie wzoru na materiał (użyłam
tkaniny lniano-bawełnianej o gęstym splocie) nie udało się w pełni, dlatego też
mój haft nie jest ścisłym odwzorowaniem obrazu, ale raczej swobodną transpozycją
tegoż. Wiele różnic zostało wprowadzone celowo, częściowo z uwagi na różnicę w
technice, ale sporo z nich spowodowane zostało zwykłymi błędami i brakiem
umiejętności (rysowania między innymi). Mam nadzieję, że te błędy nie
zniszczyły tego , co w tym obrazie mnie zauroczyło.
Na pewno nauczyłam się wiele w czasie
„dłubania” obrazka; wielokrotnie wpychałam go na dno szuflady, nie mogąc już
patrzyć się na własne fuszerki, a potem znowu, kiedy wpadł mi do głowy pomysł,
jak to poprawić, wyciągałam i walczyłam dalej. I oto nareszcie!!!
TA-DAAAM!
Oto gotowa całość!
Mam nadzieję, że wyprany i wyprasowany haft
przedstawia się nienajgorzej, a jeszcze lepiej powinien przedstawiać się po
napięciu (jak to ze mną bywa, ograniczyłam wykorzystywanie tamborka do minimum
i jednak tkanina ściągnęła mi się trochę za bardzo) i oprawieniu – zaraz po
wypłacie galopuję do ramiarza, żeby mi go ładnie oprawił. Nie zdecydowałam się
jeszcze na kolor passe-partout – może ktoś mi coś doradzi?
Do zobaczenia!
J








ja bym postawiła na beże ewentualnie mokka, coś co podbije tę kolorystkę ale nie odwróci uwagi. A sam obraz - arcydzieło ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję! Też myślałam o beżu, albo o bardzo bladym żółtym
Usuń