wtorek, 22 grudnia 2015

Kwiaty - negatywy

Wyszyłam swojego czasu cztery obrazki negatywowych kwiatków. Negatywowych - czyli tło zostało wyszyte krzyżykami, a kwiatki zostały białe, tylko z konturami.
Jak widać każdy jest w innym kolorze, oprawiony w drewnianą ramkę z passe-partout w kolorze odpowiadającym kwiatkowi. Zieleń pojawia się w tle każdego kwiatka.
Na pomarańczowo jest lilia (niezbyt mi się podoba, jeśli kiedyś będę robić jeszcze raz, będzie różowa).
Kolor żółty reprezentuje margerytka. Tu było trochę ciężko wycieniować te żółte. Ale chyba jakoś wyszło. Zielony za ciemny - ale chciałam, żeby był taki sam w całej czwórce.
Jedyny zimny kolor - niebieski - i powój. Sama nie wiem dlaczego, ale bardzo lubię pnącza. Powój robiło mi się bardzo przyjemnie i efekt również jest jak należy.
I na koniec czerwona róża. Przed malowaniem wisiała w salonie, ale teraz nie można się doprosić mężczyzny o użycie wiertarki ;)
A

wtorek, 15 grudnia 2015

fartuch firmowy cz 1

Jeździmy dosyć często na kiermasze i zamarzyły nam się fartuchy firmowe, które w dodatku zmieniałyby się z kiermaszu na kiermasz. Fartuchy z założenia miały być proste, z jasnego lnu i oczywiście haftowane. Na przodzie fartucha córka wyhaftowała krzyżykami logo firmy:
ozostałą część każda ma sobie zupełnie niezależnie ozdobić haftem, w którym poszczególne elementy dodawane byłyby stopniowo do wzoru.
Dosyć długo nic się nie działo, ale pewnego dnia wpadłam na pomysł, który mi się dosyć spodobał.
Tytuł tego pomysłu brzmi OSTOJA
Projekt powstał już dosyć szybko i pierwsze ściegi pojawiły się pod koniec sierpnia:
Jak widać będzie to cały krajobraz, z grubsza okonturowany, a wypełnienie będzie się stopniowo pojawiać.
Za jeżykiem pojawił się dzik trochę ukryty za złamanym pniem drzewa (to te wiatrołomy) a jeszcze dalej zaczątki strumyczka wśród głazów:
tu już mniej więcej widać całość, jest trochę zwierzątek, mają oczy i nosy drzewo oczywiście będzie (również stopniowo) ulistnione. W zamyśle porą ma być późna wiosna/lato.
Przez kamienie ciurka sobie strumyk, lub raczej wątła strużka wody, kończąc się w niewielkiej kałuży, a gdzieś tam pomiędzy głazami powinna pojawić się nora;
Na drugim drzewie wszystko obserwuje popielica
A z boczku kwitną sobie kwiatki (powiedzmy że starzec leśny) i rosną poziomki:
Całkiem z brzegu wcisnęłam jeszcze parzydło leśne:
tutaj pojedyncze kwiaty są zrobione francuskimi supełkami, ale z „nóżką”, która zastępuje słupki.
I gotowe parzydło:
Cały dół jest więc wstępnie przygotowany. Naprawdę cały? A co z tą dziurą na samym środku?
Aaaa… byłabym zapomniała…
Tam będzie kieszonka, którą najpierw trzeba wyhaftować już całkiem, bo po przyszyciu byłoby to trochę niewygodne.
Tymczasem zajęłam się górną częścią przodu (tą z logo firmy).
I wygląda to tak:
Rośnie tu kokoryczka i konwalia, a po podłożu łażą sobie biegacz i (w przybliżeniu) jelonek (a co będę sobie żałować!).
Dopiero teraz przyszedł czas na kieszonkę. Po ściętym pniu sosny łazi sobie biedronka, a do pnia przytuliła się kusząca malinka. Lisek nieufnie obwąchuje grzybka, a inne grzybki rosną sobie na pieńku.
Po wypełnieniu (częściowym, ale tak to już zostanie) pieniek wygląda tak:
I lisek w całej okazałości…
sądzę, że na kiermasze świąteczne to wystarczy. A po Świętach przyjdzie pora na uzupełnianie reszty i może jeszcze jakieś dodatki…

Wesołych Świąt!
J.

PS. Tak mi się to wydało niedokończone, więc trochę poprawiłam wypełnienie pieńka i dorobiłam odrobinę zielonego (mech przy pniu oczywiście z francuskich supełków). Teraz cała kieszonka wygląda tak:
A fartuch po doszyciu kieszonki tak:
I w całej okazałości na mnie. Tu podziwia mnie Kleryk, jeden z naszych kotków:
Do zobaczenia po kiermaszu!
J.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Obrus cz 4

Trochę powoli przybywa tego obrusa, ale są już następne dwa kwiatki: lepnica i goździk kartuzek. Równocześnie (bo trochę na siebie zachodzą) zaczęłam przetacznika ożankowego, zwanego po łacinie Veronica chamaedrys – dlatego w rodzinie nazywamy go krótko „Weroniką” – prawda że ładniej?
Ale po kolei, na początek lepnica – dużo odcieni, ale tak delikatnych, że na zdjęciu mogą się zlewać.

Kwiatki w trzech warstwach ściegu gałązkowego, bardzo delikatnie kremowe i białe, zmieniłam nakładany na kielich kolor na jaśniejszy, a dodatkowo zrobiłam go pojedynczą nitką, żeby było też widać, co jest pod spodem.
Tu już całość pierwszej gałązki
I gotowy kwiatek, skromny, ale delikatny, obok rozpychającej się trochę nawłoci…
Jako trzeci w zestawie, dla kontrastu kolorystycznego, goździk kartuzek, razem z weroniką:
Pierwsze listki:
I kwiatki:
Przy okazji odkryłam, jak intuicyjnie haftuje się obiema rękami – prawą mam tutaj stale pod spodem robótki, lewą na wierzchu. Kiedy dowiedziałam się, że fachowe hafciarki w ten właśnie sposób haftują, zarzekałam się, że nie opanuję tak trudnego sposobu działania. Okazało się – wcale nie tak wiele czasu później, że na dużą ilość materiału jest to naprawdę rewelacyjna metoda – nie trzeba za każdym razem wyplątywać się za zwojów lnu. Owszem, było trudno, bo naprawdę jestem osobą bardzo praworęczną i wkłuwanie igły lewą ręką sprawiało mi trochę trudności, usiłowałam sadzić dużo dłuższe ściegi niż zwykle. Dodatkowo musiałam zamontować sobie oświetlenie na czole, żeby wszystkiego sobie tą lewą ręką nie zasłaniać. Ale myślę, że z grubsza wszystko zostało opanowane.
Kolejne etapy pracy nad goździczkiem:
A tu już prawie gotowy, z uzupełnionym środkiem:A tu już prawie gotowy, z uzupełnionym środkiem:
i cały skończony, z wycieniowanymi trochę listkami i dodatkowymi supełkami na płatkach:
Pora na kontynuację weroniki:
Na razie same kontury
i coraz bardziej rozgałęziona łodyżka:
cd jak zwykle nastąpi…
J.