W tym roku w końcu zdecydowałam się na
pomalowanie mieszkania. Dawno trzeba było to zrobić, ale przerażała mnie myśl o
koniecznym przestawianiu mebli. W końcu już nie dało się zwłóczyć. Ustaliliśmy,
że nietypowo nie będziemy mieć białych sufitów, tylko niebieskie, więc przyszło
mi do głowy, że może by tak potraktować je jak niebo i wymalować na nich
chmurki. Wyszło całkiem nieźle, co niestety zachęciło mnie do dalszych
eksperymentów. W dużym pokoju pomiędzy szafami wyrosła mi niespodziewanie
brzózka:
A w małym – krzak różany:
Po umeblowaniu wygląda to tak:
Brzózka w dużym pokoju wyglądała dosyć
samotnie, więc dla towarzystwa doszedł jej dziki dzik
Na ogół przyczajony za koszem…
Od tego czasu rozszalałam się na dobre i w przedpokoju
nie hamowałam się już zupełnie (żeby nie było wątpliwości – moje potomstwo
jeszcze mnie podbechtywało…)
I tak stopniowo pojawiły się – jeżyk
Cała rodzina borsuków:
obserwowana przez kolejnego jeża spod
jarzębiny:
złowrogo łypiąca z góry kuna
polująca na mysz
i najlepszy ze wszystkiego – zając
Namawiają mnie jeszcze na dudka, ale trochę
straciłam rozpęd…
Może jednak za jakiś czas znowu zaswędzą mnie
paluchy?
J.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz