Trochę powoli przybywa
tego obrusa, ale są już następne dwa kwiatki: lepnica i goździk
kartuzek. Równocześnie (bo trochę na siebie zachodzą) zaczęłam
przetacznika ożankowego, zwanego po łacinie Veronica chamaedrys
– dlatego w rodzinie nazywamy go krótko „Weroniką” – prawda
że ładniej?
Ale po kolei, na początek
lepnica – dużo odcieni, ale tak delikatnych, że na zdjęciu mogą
się zlewać.
Kwiatki w trzech
warstwach ściegu gałązkowego, bardzo delikatnie kremowe i białe,
zmieniłam nakładany na kielich kolor na jaśniejszy, a dodatkowo
zrobiłam go pojedynczą nitką, żeby było też widać, co jest pod
spodem.
Tu już całość
pierwszej gałązki
I gotowy kwiatek,
skromny, ale delikatny, obok rozpychającej się trochę nawłoci…
Jako trzeci w zestawie,
dla kontrastu kolorystycznego, goździk kartuzek, razem z weroniką:
Pierwsze listki:
I kwiatki:
Przy okazji odkryłam,
jak intuicyjnie haftuje się obiema rękami – prawą mam tutaj
stale pod spodem robótki, lewą na wierzchu. Kiedy dowiedziałam
się, że fachowe hafciarki w ten właśnie sposób haftują,
zarzekałam się, że nie opanuję tak trudnego sposobu działania.
Okazało się – wcale nie tak wiele czasu później, że na dużą
ilość materiału jest to naprawdę rewelacyjna metoda – nie
trzeba za każdym razem wyplątywać się za zwojów lnu. Owszem,
było trudno, bo naprawdę jestem osobą bardzo praworęczną
i wkłuwanie igły lewą ręką sprawiało mi trochę trudności,
usiłowałam sadzić dużo dłuższe ściegi niż zwykle. Dodatkowo
musiałam zamontować sobie oświetlenie na czole, żeby wszystkiego
sobie tą lewą ręką nie zasłaniać. Ale myślę, że z grubsza
wszystko zostało opanowane.
Kolejne etapy pracy nad
goździczkiem:
A tu już prawie gotowy,
z uzupełnionym środkiem:A tu już prawie gotowy,
z uzupełnionym środkiem:
i cały skończony, z
wycieniowanymi trochę listkami i dodatkowymi supełkami na płatkach:
Pora na kontynuację
weroniki:
Na razie same kontury
i coraz bardziej
rozgałęziona łodyżka:
cd jak zwykle nastąpi…
J.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz