sobota, 19 marca 2016

Pisanki, pisanki

Jak co roku zabieram się przed świętami wielkanocnymi do przygotowywania pisanek – dla domu, rodziny i wszystkich Krewnych i Znajomych Królika.
Najwięcej czasu poświęcam tym najbardziej tradycyjnym – farbowanym w cebuli i skrobanym (dawniej żyletką, teraz nożem do papieru). Od czasu do czasu bawię się też innymi technikami – robię wycinane z papieru jajka, a czasami malowane wydmuszki.
Najmniej przekonania mam do jajek styropianowych i z nimi też najrzadziej się bawię.
A więc na początek – skrobane, czyli, jak to fachowcy mówią, wykonane techniką rytowniczą:

Te starsze są niestety na zdjęciach marnej jakości, ale parę (no, może trochę więcej) przykładów zamieszczę:


























Mimo zdecydowanej przewagi motywów tradycyjnych: drzewo życia, kogutki i pawie, czy kwiaty zaczęłam ewoluować w stronę przedstawień – jak by to powiedzieć – naturalistyczno-krajobrazowych.
W ostatnich latach coraz więcej pojawia się wzorów typu łąka, las, nad wodą i związane z tymi miejscami konkretne rośliny i zwierzęta, oraz owady. Zeszłoroczne pisanki wyglądają tak:





W tym roku tradycyjnych wzorów było już naprawdę mało, co widać na zdjęciach:







I w większej masie:


Oprócz tych typowych pisanek mam trochę wycinanych:



i malowanych (tu ekspozycja wystawowa na święta):
Tu parę innych zdjęć z wystawek wielkanocnych (mamy taką tradycję, że wystawiamy wszystkie pisanki, jakie się zachowały, też od innych ludzi, a nasze najstarsze „skrobanki” sięgają lat 70-tych ubiegłego wieku):



I na zakończenie – plon zeszłorocznych warsztatów pisankowych w naszej bibliotece
w Gliwicach:
Wesołych Świąt!
J.

piątek, 12 lutego 2016

Koła czasu

Popełniłam kiedyś w ramach eksperymentu różne kółeczka na szydełku, miałam w związku z nimi jakieś pomysły (już nie pamiętam, jakie), a skończyło się na odłożeniu tego ad acta.
Niedawno przyszedł mi do głowy taki pomysł zainspirowany z jednej strony fanfikiem Ewy Białołęckiej pod tym właśnie tytułem, z drugiej… Anią z Szumiących Topoli Lucy Maud Montgomery (tak, tak). Była tam scena jak Ania wraz z młodą sąsiadką układają mapę różnych czasów.

Trochę wymyśliłam, trochę ściągnęłam i wyszło coś takiego:
I w kawałkach:
Haft na płótnie, sciegiem prostym, obrobione dookoła półsłupkami.
Kółeczka połaczone ze sobą łańcuszkiem i czsami obrobione półsłupkami, ściegi najprostsze z możliwych, żeby tylko wyszła zgrabna całość, środki uzupełnione koralikami i bursztynem
Mam nadzieję, że wkrótce zawiśnie, muszę tylko dobrze wybrać miejsce, żeby koty się nie dobrały…
J

wtorek, 26 stycznia 2016

Malowane słoiki

Mam w kuchni półki, na których stoją szeregiem słoje z różnymi składnikami potrzebnymi w tejże. Od najzwyklejszych jak mąka i cukier, po rzadziej używane, takie jak mak, kokos itp.
A że półki stoją koło okna, więc są narażone na promienie słońca, co nie wpływa dobrze na zawartość. Dlatego, żeby uchronić je od światła postanowiłam je pomalować. Efekty są różne, niektóre malunki już się trochę starły, ale te (moim zdaniem) najlepsze – pokazuję:


To moje ostatnie „dzieło”, jak widać na mak. Malowane, tak jak wszystkie inne akrylami. Naklejki drukowane na specjalnej drukarce do naklejek (niestety już się zepsuła i nie mam nowej, buuu…).

A te już są starsze i trochę zużyte









I jeszcze jeden, trochę abstrakcyjny, zatytułowany „wieczór w górach”:


Chyba muszę znowu nazbierać jakichś słoików do malowania….

Do zobaczenia

J.