Dzisiaj będzie nietypowo, bo chcę
trochę napisać o ostatnich kiermaszach, a dokładniej o naszym
pobycie w różnych dziwnych miejscach.
Na początek: Prudnik – byłyśmy tam
przez trzy i pół dnia, od Bożego Ciała do niedzieli i oprócz
„kiermaszowania” skorzystałyśmy z okazji i zwiedziłyśmy
Prudnik.
To ładne miasteczko, w tym roku może
trochę więcej o nim słychać, bo w klasztorze na obrzeżach był
więziony kardynał Wyszyński zanim umieszczono Go w Komańczy. W
klasztorze można zwiedzać Jego celę, a cały rok odbywają się
różne imprezy związane z tym wydarzeniem (niedawno odbyła się
premiera nowego spektaklu teatru A z Gliwic, poświęcona Prymasowi
Tysiąclecia). Sam kościół i klasztor, jako że to franciszkanie –
malutki i ubogi, za to okolica piękna, a w sąsiedztwie wieża
widokowa, z bardzo ładnym widokiem na cały Prudnik i okolice.
A tu coś z bliskich okolic –
kokoryczkaDo wieży prowadzi „Aleja Wilka z Gubio” a na niej plansze ilustrujące tę dosyć znaną legendę:
W powrotnej drodze spotkały nas również piękne widoki:
a na zakończenie – przygotowanie stoiska na następny dzień i pospieszne obejrzenie co to jest u innych. Wiele stoisk było jeszcze nieczynnych, ale pyszniły się już malowane kapy:
Od piątku trwał normalnie kiermasz, mimo, że byłyśmy we dwie, nie było za wiele czasu – do muzeum w wieży bramnej poszłyśmy przed kiermaszem:
ale już oddział tekstylny musiałyśmy „zaliczać” po kolei. Niestety część głównej ekspozycji była niedostępna, za to tekstylia rzeczywiście warte były skupionej uwagi, szczególnie autentyczne projekty bielizny stołowej, jeszcze ręcznie wykonywane:
Niestety zdjęcia nie są najlepsze, głównie ze względu na nieszczęsne szyby, chroniące cenne eksponaty.
Tu przykład haftu jedwabiem, w stylu
chińskim, w ekspozycji poświęconej założycielom fabryki
Po drodze na kiermasz trzeba było
przechodzić przez centrum miasta, więc okazji do oglądania
zabytkowych budynków nie brakowało. Szkoda, że duża ich część
wymaga kapitalnego remontu, na który się jakoś nie zanosi…Ten domek (blisko rynku) był kiedyś biblioteką. Teraz wisi na nim kartka – do sprzedania… Gdybym miała parę groszy, chętnie bym go kupiła – jest naprawdę uroczy!
Po drodze spotkałam się też z innym arcydziełem – tym razem szydełkowym – w jednej z pasmanterii (b. dobra – udało mi się tam kupić polskie agrafki, które nie wyginają się od samego patrzenia ) na wystawie jest taki parawan, jak dowiedziałam się później, to osobiste dzieło właścicielki sklepu. Na zdjęciu może nie widać go zbyt dobrze (znowu te szyby…) ale stałam tam dłuższą chwilę podziwiając dzieło!
Piękny park w Prudniku, duży, mocno zarośnięty – wszędzie pełno cienia! – w centrum kopia zabytkowej rzeźby Diany Łowczyni (oryginał kilka lat temu ukradli, pewnie „złomiarze”..) i XIX-wieczna altana
W sobotę w ramach zwiedzania, również po kolei, zwiedziłyśmy słynną wieżę Woka, pieczołowicie wyremontowaną:
Można się tu napawać widokami okolicy z każdej strony wieży:
Na niedzielę po mszy w kościele Św. Marcina:
Został nam do dokładnego zwiedzania rynek, bardzo zadbany, a na nim szereg rzeźb: kolumna Matki Boskiej:
Św. Jan Nepomucen:
I fontanna z dwugłowym orłem cesarskim z czasów Habsburgów:
Na kiermaszu mało chodziłam po innych stoiskach, ale udało mi się trochę pooglądać występów:
Tu gość z Ukrainy z pięknym głosem (szkoda, że na zdjęciu nie słychać..)
Wybieramy się jeszcze za rok, jak zwykle w pierwszy weekend czerwca.
Niespodziewanie dostałyśmy
zaproszenie do Koszęcina na X już konkurs gastronomiczny. Jadła
było sporo, ludzi też (ciężko było się dopchać, więc pewnie
największe frykasy mnie ominęły), a na okrasę wysłuchaliśmy
kilkorga przedstawicieli zespołu „Śląsk”, był więc i deser
kulturalny, dobrej jakości. Park w Koszęcinie ładny, choć trochę
zaniedbany, za to pałacyk – siedziba zespołu, pięknie odnowiony
i wart zwiedzenia.
W lipcu byłyśmy na kiermaszach wyłącznie na Nikiszowcu, to bardzo miłe miejsce i zawsze ma interesującą i życzliwą publiczność. Tłum kłębi się przed kościołem Św. Anny:
I przed kawiarnią:
Centralna wieża kościoła, który jest wybudowany na planie krzyża, z kopułą na przecięciu ramion:
Zabytkowa kolejka przed zabudowaniami kopalni. Dowoziła do pracy górników i służyła też mieszkańcom osiedla:
Fragment ozdobnej części budynku osiedla:
Fragment ceramicznego modelu osiedla, model usytuowany jest obok kościoła
Nasze stoisko, na środku pysznią się wreszcie oprawione moje dwa ostatnie obrazki:
Zbliżenie na tablicę z zakładkami i kartkami, niestety opakowanie trochę zaciemnia wygląd:
W tym roku zaatakowały nas w pewnym momencie latające mrówki. Jak widać malutki samiec nie próżnuje i… robi swoje
Po kiermaszu – na sąsiednim stoisku zostały tylko „wystawowe” głowy
A tu moje „dzieła” z bliska, najbardziej dumna jestem oczywiście z obrazka „Góry”:
J.













































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz